Kłopoty nie opuszczają PGE GKS przed hitem ekstraklasy

Paweł Hochstim
Przed hitem marca w ekstraklasie na uraz narzeka Dawid Nowak
Przed hitem marca w ekstraklasie na uraz narzeka Dawid Nowak Dariusz Śmigielski
Jeśli piłkarze PGE GKS Bełchatów pokonają w niedzielę Lecha Poznań, dołączą do grona zespołów liczących się w walce o mistrzostwo Polski. Przed hitem kolejki bełchatowianom nie brakuje jednak problemów.

Z powodu żółtych kartek nie zagra lewy obrońca Jacek Popek, a na kłopoty ze zdrowiem narzekają Dawid Nowak, Mariusz Ujek i Zbigniew Zakrzewski. Choć w Bełchatowie robią dobrą minę do złej gry, może okazać się, że cała trójka nie będzie mogła wystąpić w niedzielę. W najlepszej sytuacji jest ponoć Zakrzewski. Trener Rafał Ulatowski twierdzi, że w niedzielę wszyscy będą zdolni do gry.

W zależności od stanu zdrowia swoich zawodników Ulatowski będzie przygotowywał taktykę. Jeśli zdrowy będzie Zakrzewski, to może znaleźć się on w pierwszym składzie na lewej pomocy, a Popka zastąpi wówczas Maciej Małkowski. Kandydatem do zastąpienia Nowaka jest Mateusz Cetnarski, natomiast zamiast Ujka mógłby zagrać Janusz Dziedzic. Co ciekawe, Dziedzic strzelał bramki dla PGE GKS w obu meczach z Lechem Poznań w ubiegłym sezonie. W Poznaniu bełchatowianie wygrali 3:2, a na własnym obiekcie ulegli lechitom 2:3. Dziedzic ostatnio był kontuzjowany, ale już się wyleczył. - Jeśli trener na mnie postawi, to oczywiście jestem gotowy do gry - deklaruje Dziedzic.

Lech ma w swoim składzie kilku bardzo dobrych piłkarzy, m.in. Roberta Lewandowskiego, Sławomira Peszkę, Semira Stilicia czy Siergieja Kriweca.

- Na pewno czeka nas trudne zadanie, by tych piłkarzy powstrzymać, ale uważam, że nie są to zawodnicy, z którymi nie możemy wygrać - mówi Ulatowski.

Ale szkoleniowiec Lecha też ma problem, bo z powodu kontuzji z drużyny wypadł Manuel Arboleda, najlepszy obrońca poznańskiej drużyny, który jest bardzo groźny również przy stałych fragmentach gry. Jego miejsce na środku obrony zajmie Ivan Djurdjević, a na lewą stronę defensywy powinien wskoczyć Seweryn Gancarczyk.

Zarówno Lech, jak i PGE GKS wygrały dotychczasowe mecze w tym roku. Obok tych zespołów dwukrotnie na wiosnę zwyciężyła tylko Korona Kielce. Nic więc dziwnego, że mecz cieszy się olbrzymim zainteresowaniem kibiców i jest prawdopodobne, że w niedzielę GKS nie będzie już musiał otwierać kas, bo bilety skończą się wcześniej. Piłkarzy obu klubów z trybun będą także oglądać przedstawiciele klubów zagranicznych. Oficjalnie swój przyjazd potwierdzili już m.in. menedżerowie pracujący dla włoskiej Parmy, francuskiego Lille OSC, niemieckich Borussii Dortmund i Hannoveru 96 oraz angielskich Blackburn Rovers i Swansea City. To też dodatkowo zmotywuje piłkarzy, tym bardziej że kilku graczom PGE GKS za trzy miesiące wygasną kontrakty.

Niedzielny mecz ze stadionu przy ulicy Sportowej transmitować będzie telewizja Canal+ Sport.

Prawdopodobne składy

PGE GKS: Sapela - Tosik, Pietrasiak, Lacić, Małkowski - Wróbel, Rachwał, Gol, Zakrzewski - Nowak (Cetnarski), Ujek (Dziedzic). Trener: Rafał Ulatowski.

Lech: Burić - Wojtkowiak, Bosacki, Djurdjević, Gancarczyk - Peszko, Injac, Bandrowski, Stilić, Kriwiec - Lewandowski. Trener: Jacek Zieliński.

Kibice muszą sięgnąć do kieszeni

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie