Urząd, łaźnia, gospoda i ośrodek zdrowia w jednym, czyli historia pierwszego bełchatowskiego magistratu

Ewa Drzazga
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Dziś niewielu bełchatowian wie, że budynek przy ul. Kościuszki 13, czyli obecna siedziba Urzędu Gminy Bełchatów i Prokuratury Rejonowej w Bełchatowie, w latach 40. XX wieku był najnowocześniejszym i chyba najbardziej wszechstronnym obiektem w mieście. I że okrągła, obmurowana rabatka na dziedzińcu tego budynku to pozostałość po dawnej fontannie - chyba pierwszej w mieście.

Wszystko zaczęło się 4 września 1939 r., gdy artyleryjski ostrzał zamienił w gruzowisko zachodnią i południową część obecnego placu Narutowicza.

Okupacyjne władze zarządziły uprzątnięcie ruin, a do czyszczenia cegieł zatrudniono ponoć także żony polskich żołnierzy, które tak miały zapracować na swój zasiłek.

Zachowało się kilka zdjęć z przełomu 1939 i 1940 roku, na których widać ludzi uprzątających gruzy. Cegły rzucają na ogromne stosy. Niemcy uznali bowiem, że ten gotowy materiał budowlany, zostanie wykorzystany do budowy zupełnie nowych obiektów. Jakich? Tajemnica związana z zamiarami władz okupacyjnych wyjaśniła się już wiosną 1940 roku.

Burmistrzem Bełchatowa został wówczas Josef Tralmer który ówczesnej propagandowej prasie niemieckiej szeroko musiał relacjonować swoje plany „europeizacji” tego prowincjonalnego miasta, w którym głównym problemem (z punktu widzenia niemieckich władz) było 6000 tysięcy żydowskich mieszkańców

.

Tak przynajmniej wynika z relacji opublikowanej w czerwcu 1940 roku w „Litzmannstadter Zeitung” (niemieckojęzyczna gazeta wydawana w Łodzi, relacjonująca m.in. wydarzenia w Kraju Warty). Napisano tam o planach budowy hali targowej, Domu Niemieckiego (chodziło o przebudowę budynku przedwojennego „Strzelca”), rewitalizacji przedwojennego placu Piłsudskiego (obecny plac Wolności, a czasie wojny -Hindenbur-gplatz) i wreszcie o konieczności postawienia magistratu.

Sesje Rady Miejskiej odbywały się w remizie

Witold Selerowicz w czwartym tomie opracowania „Miasto i ludzie” zaprezentował odszukane przez siebie archiwalia, związane z planami tego swoistego architektonicznego „boomu” w mieście. W jego publikacji można znaleźć m.in. urzędową korespondencję, plany, czy wycinki prasowe, które dokumentują proces bolesnych narodzin nowego, a właściwie pierwszego bełchatowskiego ratusza.

Bo, choć może to dziś dziwić, przed wojną zarząd miasta Bełchatowa nie miał własnej siedziby. Najpierw wynajmowano na ten cel należący do rodziny Kępalskich budynek przy dzisiejszym placu Wolności. Później biura przeniesiono na przeciwległą stronę placu - do kamienicy Kosteleckiego. Miejsca było tam mało, więc np. sesje rady miejskiej odbywały się w remizie. Gdzieś około 1938 roku powstał projekt, żeby wynająć na potrzeby magistratu parter dworku Hellwigów.

Jednak, jak to w Bełchatowie, można było tylko pomarzyć o tym, by wszyscy mieli jedno zdanie w takiej sprawie i projekt spełzł na niczym. Wreszcie wybuch wojny przerwał dywagacje na temat nowej siedziby magistratu. Niemieckie władze zajęły na ten cel część kamienicy przy dzisiejszej ulicy Piłsudskiego, ale już wiosną 1940 roku myślano o budowie właściwego magistratu.

Najprawdopodobniej to sam Tralmer zdecydował, że powstanie on na dwóch działkach po zachodniej stronie ulicy Kościuszki, niemal naprzeciwko kościoła. Puste działki należały do Żydów, więc dla niemieckiego burmistrza uzyskanie pozwoleń na zajęcie tych terenów nie było najmniejszym problemem.

Plan budynku był gotowy już latem. Co ciekawe, architektoniczne założenia przygotowano nie dla ratusza, ale dla ośrodka zdrowia! Jak to wyjaśnić? Witold Sele-rowicz domyśla się, że być może w wojennej rzeczywistości Trzeciej Rzeszy łatwiej było o pieniądze na zakład leczniczy niż na biura.

Na parterze zaplanowano przychodnię

To nie znaczy wcale, że biur tam nie planowano. Można powiedzieć, że budynek zaprojektowano w formule „dwa w jednym”, a w zasadzie nawet „pięć w jednym”. Jak to możliwe? Otóż miał on mieć trzy kondygnacje. Biuro burmistrza i struktury magistratu miały zostać zlokalizowane na pierwszym piętrze. Na parterze, po lewej stronie, zaplanowano przychodnię zdrowia.

Wydzielono tam rejestrację dla pacjentów, poczekalnię i trzy gabinety lekarskie. Tym samym korytarzem można było dostać się do łaźni, bo ona także miała powstać przy tym budynku. Trzy wanny z natryskami znajdowały się na południowej ścianie budynku, kolejne siedem - w parterowej oficynie dobudowanej jako skrzydło budynku od południa (oficyna ta istnieje do dziś).

Na parterze, po prawej stronie korytarza, mieściła się z restauracja z salami dla gości, kuchnią, pomieszczeniem kredensowym i spiżarnią. Z założenia miała to być jedyna restauracja w mieście - Tralmer planował, że gdy w 1941 roku ten lokal ruszy, od razu zamknięta zostanie dotychczas funkcjonująca w mieście restauracja (prowadzona, jak mówił, przez volksdeutcha).

Na pierwszym piętrze miały się znajdować wspomniane biura magistratu. Największym pomieszczeniem była sala posiedzeń, czyli dzisiejsza sala konferencyjna Urzędu Gminy Beł-chatów. Po przeciwnej stronie korytarza znajdował się gabinet burmistrza. Oprócz tego na piętrze wydzielono jeszcze dziesięć innych pokojów.

Powierzchnia i gabaryty budynku były imponujące

W pierwotnych założeniach dla tego budynku zaprojektowano zagospodarowany strych z przeznaczeniem na mieszkania. Lokatorzy mieli stołować się w restauracji na dole. Tak powierzchnia jak i gabaryty tego budynku były w bełchatowskich realiach wyjątkowe: 585 metrów kwadratowych powierzchni, 12,3 metra wysokości, dziewięć charakterystycznych facjatek na dachu, nowoczesna klatka schodowa - w mieście nie podobnego budynku jeszcze nie było.

Na dodatek na dziedzińcu wewnętrznym zaprojektowano fontannę, a przed głównym wejściem rabaty kwiatowe. Zupełnym novum było też to, że budynek był wyposażony w wodę, kanalizację i centralne ogrzewanie. Przed wojną nawet te nowe kamienice w mieście takich udogodnień nie posiadały.

Ale rozmach inwestycji wiązał się z ogromnymi kosztami. Już we wrześniu 1940 roku Tralmer prosił starostę łaskiego o pieniądze na dokończenie budowy. Co charakterystyczne, w jednym piśmie żądał pieniędzy na dokończenie ośrodka, a w kolejnym - na budowę magistratu.

Burmistrz tak namieszał w głowach urzędnikom w Łodzi i Pabianicach, że trzeba było potem oficjalnych wyjaśnień, że w Bełchatowie wcale nie powstają dwa budynki, a tylko jeden (z tych wyjaśnień wynika jeszcze, że na parterze zakładano również stworzenie „izby pobytu dla starców”).

Jesienią 1940 roku ratusz był już w stanie surowym i zaczynano właśnie krycie dachu. Kto go budował? Tralmer wysługiwał się mieszkańcami miasta, których bez skrupułów angażował do przymusowych robót publicznych. Szacował, że łączne koszty budowy wyniosą 110 tys. marek niemieckich. Żeby skończyć inwestycję, brakowało Tralmerowi 50 tysięcy marek i takiej pomocy oczekiwał od starosty. Z zachowanych dokumentów wynika, że ją otrzymał.

Uroczyste otwarcie budynku nastąpiło 1 maja 1941 roku. Tralmer był dumny. Podkreślał, że ten budynek to całkowite przeciwieństwo „polskiej roboty” (choć to Polacy go budowali). Co ciekawe, w łódzkiej prasie artykuł opisujący nowy ratusz ukazał się dopiero rok po oddaniu budynku do użytku. Zamieszczono tam nawet zdjęcie samej budowli oraz sali posiedzeń ustrojonej flagami Trzeciej Rzeszy i portretem Adolfa Hitlera. Jest to bodaj czy nie jedyna zachowana fotografia dokumentująca to, jak w czasie okupacji wyglądało wnętrze magistratu.

Przeznaczenie poszczególnych części budynku nie zmieniło się także po wojnie. Na piętrze była siedziba Zarządu Miejskiego, na parterze - ośrodka zdrowia, gospody spółdzielczej (w szczycie budynku, od północnej strony, wybito oddzielne wejście do tego lokalu) oraz łaźni, która cieszyła się ogromną popularnością wśród bełchatowian (wprowadzono nawet obowiązkową kąpiel dzieci szkolnych).

Kolejne lata przyniosły zmiany. Restauracja wyprowadziła się do lokalu kultowej „Jubilatki” (1956 rok), zwolnione pomieszczenia zajęła Powiatowa Rada Narodowa, a potem biblioteka miejska. W 1964 roku przebudowano poddasze i budynek stracił swój charakterystyczny wygląd, choć nie zmieniło to jego przeznaczenia - do dziś jest to urząd.

Po wojnie na wewnętrznym dziedzińcu przez kilka lat działała jeszcze fontanna. Dziś zapomniano o niej tak skutecznie, że chyba mało kto potrafiłby wyjaśnić, dlaczego na środku parkingu znajduje się okrągła, otoczona murkiem rabatka. I jeszcze jedno: wśród osób pracujących w tym budynku krąży także legenda, jakoby z piwnicy podziemnym korytarzem można było przedostać się do pobliskiego kościoła. Czy ktoś kiedyś pokusi się o sprawdzenie, ile prawdy tkwi w tej opowieści?

Omikron dotarł do Europy

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie