Łódź. Ktoś rozłożył nieznaną toksyczną substancję na Bałutach? Poparzyły się psy. Kto za to odpowiada?

Maciej Kałach
Maciej Kałach
Koszmarnym bólem łap – ich pieczeniem, podgryzaniem oraz psim skomleniem – zakończył się spacer po Bałutach trzech psów Luny, Trufli i Chałki. Opiekunki podejrzewają, że przyczyną cierpienia zwierząt była substancja z chodnika w rejonie ulic Zgierskiej i Kniaziewicza lub wyłożona nieopodal bałuckiego zbiornika na rzece Sokołówka. Jedna z opiekunek opowiedziała o zdarzeniu z ubiegłej niedzieli (3 stycznia) naszej redakcji. Podobne historie można znaleźć na facebookowych forach łódzkich miłośników psów.

„Wracałam ze spaceru w dolinie Sokołówki, naprzeciwko parku na Julianowie, w towarzystwie mojej Luny oraz dwóch koleżanek i ich psów: Trufli i Chałki” – opowiada pani Katarzyna, nasza czytelniczka (nazwisko do wiadomości redakcji). – „Przeszłyśmy kawałek ulicą Zgierską, koleżanki wsiadły ze swoimi psami w auto zaparkowane przy szpitalu im. Biegańskiego, ja i Luna wróciłyśmy do domu pieszo. No i się zaczęło. Luna biegała jak dzika, drapała się po zaczerwienionych łapach, skomlała z bólu... Zadzwoniłam do obu koleżanek. Reakcje Trufli i Chałki były tak samo rozpaczliwe”.

Niebezpieczne spacery z psami po Bałutach?

O sprawę piekących psich łap najpierw zapytaliśmy Straż Miejską, która dysponuje Animal Patrolem, czyli jednostką ratującą łódzkie zwierzęta z rozmaitych opresji. Anna Prasnowska, rzecznik SM, sprawdziła w środę (5 stycznia), że strażnicy nie otrzymali ostatnio sygnałów związanych z niebezpieczeństwem dla psów we wskazanym rejonie Bałut – zbieżnych z relacją pani Katarzyny.

Z drugiej strony, gdy inna z uczestniczek feralnego spaceru opublikowała w niedzielę jego opis na łódzkich grupach miłośników psów w portalu społecznościowym Facebook, na pojawienie się zbliżonych historii nie trzeba było długo czekać.

„U mnie było to samo w parku helenówku... Po powrocie pies nie mógł wysiedzieć, kąpiele nie pomagały, do weta, a u weta zastrzyk i tylko to pomogło...” – napisała jedna z dyskutantek.

Spacery z psem po Łodzi. "Łapy jak w ogniu"

Podobne problemy ("łapy jak w ogniu") miały się też przytrafiać czworonogom po spacerach w innej części Łodzi – w rejonie ul. Sanitariuszek i rzeki Ner.

Co mogło podrażnić łapy Luny, Trufli i Chałki? Ich opiekunki do dziś nie wiedzą. Zastanawiały się np., czy personel szpitala im. Biegańskiego nie dezynfekuje chodników wokół tej placówki w związku z epidemią koronawirusa. W środę Ewa Papiernik, jego rzeczniczka, oświadczyła, że wyklucza taką możliwość – bo w szpitalu jest tak silny rygor sanitarny, iż dezynfekcja jego okolic nie jest potrzebna.

Trzy łodzianki zastanawiają się także nad ewentualną odpowiedzialnością którejś z firm zajmujących się utrzymaniem chodników na zlecenie władz Łodzi. Czekamy na komentarz magistratu po pytaniach od naszej redakcji, czy w tym celu mogło dojść do zastosowania jakieś silnej substancji czyszczącej, szkodzącej psim łapom.

Aktualizacja (czwartek - 7 stycznia). Urzędnicy zajmują się już naszymi pytaniami. Wstępnie zwrócili uwagę, że problem wystąpił tylko na małej przestrzeni. Zaś firmy utrzymujące chodniki działają na większych terenach – na podstawie umów z władzami miasta. Wniosek? Jeśli doszłoby do zastosowania przez taką firmę środka wyjątkowo podrażniającego psie łapy, doniesień od mieszkańców Bałut na ten temat byłoby o wiele więcej.

W czwartkowe popołudnie otrzymaliśmy pełne stanowisko Urzędu Miasta Łodzi:

"Usuwanie śniegu i likwidacja śliskości wykonywane są przez firmę wyłonioną w przetargu. Zgodnie umową po usunięciu śniegu wykonawca ma obowiązek całą powierzchnię chodnika posypać przesianym piaskiem z solą w proporcji 70:30, co eliminuje śliskość. W przypadku bardzo niskich temperatur (od -10 °C) oraz dużej ilości śniegu dopuszcza się zastosowanie chlorku wapnia, a następnie posypanie chodnika piaskiem. Ale na razie nie było potrzeby stosować tego rozwiązania. Wykonawca działający na tym rejonie ma w utrzymaniu także chodniki na osiedlach: Bałuty Centrum, Julianów, Radogoszcz Wschód. W przypadku gdyby stosowana przez firmę wykonawczą mieszanka piasku i soli zawierała niebezpieczne dla zwierząt substancje chemiczne na pewno pojawiałyby się sygnały od właścicieli psów, a takich dotąd nie było."

Miłośnicy psów z Łodzi alarmują: spółdzielnia nie ostrzega, że będzie tępiła chwasty...

Opiekunki Luny, Trufli i Chałki nie wykluczają także celowego użycia niebezpiecznej substancji przez kogoś, kto psów po prostu nie znosi...

W środę o komentarz do sprawy poprosiliśmy Amandę Chudek z Łódzkiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami:

„Nie słyszałam dotąd o tegorocznych przypadkach podrażnień łap u psów z Bałut, ale w 2020 roku było kilka podobnych w różnych częściach Łodzi. Łodzianie informują np. o zatruciach u swoich zwierząt domowych, do których miało dojść po tym, jak spółdzielnia mieszkaniowa albo administracja nieruchomości zastosowała środki deratyzacyjne albo chwastobójcze, bez ostrzegania mieszkańców okolicy. Jeden z tych przypadków skończył się utratą zwierzęcia, część pozostałych – kosztownym leczeniem u weterynarza.”

Astronauci amatorzy polecieli w kosmos

Wideo

Materiał oryginalny: Łódź. Ktoś rozłożył nieznaną toksyczną substancję na Bałutach? Poparzyły się psy. Kto za to odpowiada? - Dziennik Łódzki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie