Bełchatów. Zaległe urlopy warte tysiące

Ewa Drzazga
Od lewej: Sylwester Paradecki (na drugim planie), Marek Jasiński, Marek Chrzanowski, Dariusz Matyśkiewicz. Każdy z nich miał (lub nadal ma) zaległy urlop.
Od lewej: Sylwester Paradecki (na drugim planie), Marek Jasiński, Marek Chrzanowski, Dariusz Matyśkiewicz. Każdy z nich miał (lub nadal ma) zaległy urlop. Grzegorz Maliszewski
Udostępnij:
Nawet po kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy złotych dostają niektórzy odchodzący politycy czy prezesi spółek w ramach ekwiwalentu za zaległe urlopy.

Rekordzistą pod tym względem jest Andrzej Szczepocki, do niedawna prezes Fundacji Rozwoju Gminy Kleszczów. Gdy podziękowano mu za pełnienie tego stanowiska okazało się, że ma aż 78 dni urlopu do wykorzystania. Gdy wyliczono ekwiwalent za ten okres okazało się, że to suma około 48 tys. zł brutto. 78 dni urlopu oznacza, że prezes Szczepocki przez trzy lat nie wypoczywał ani jednego dnia (roczny urlop to przecież 26 dni).

Urlopy szerokim łukiem omijał też najwidoczniej były prezydent Bełchatowa, Marek Chrzanowski. W ramach ekwiwalentu za zaległe dni wolne wypłacono mu 32.052 zł (brutto). Taka suma przysługiwała za 54 dni urlopu. Na koniec listopada 2014 roku właśnie tyle miał jeszcze do wykorzystania.

Byli wiceprezydenci Bełchatowa ciągle są jeszcze na okresach wypowiedzenia, ale urlopu do wykorzystania mają sporo. Dariusz Matyśkiewicz ma 29 dni zaległego wolnego, Janusz Mękarski zaległych ma niewiele mniej, bo 28 dni.

Z kolei starosta ostatniej kadencji, Szczepan Chrzęst, w ramach ekwiwalentu za 26 dni niewykorzystanego urlopu dostał około 15 tys. zł. Z kolei jego zastępca, Marek Jasiński, któremu "wisiało" tylko 6 dni wolnych do wykorzystania, otrzymał w ramach tej puli prawie 3 tys. zł.

Na ekwiwalenty mogą liczyć także byli prezesi miejskich spółek. W przypadku Sylwestra Paradeckiego, który do niedawna szefował Sanikomowi, będzie to 14.312 zł czyli tyle, ile należy mu się za 29 dni zaległego urlopu.

Były prezes Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej, Krzysztof Górnik, zaległego urlopu za 2014 rok miał 18 dni, za okres wypowiedzenia - dodatkowe 9 dni, razem uzbierało się 27 dni wolnego do wykorzystania. Gdyby wypłacić mu ekwiwalent, byłoby to ponad 15 tys. zł brutto. Ale takiej sumy nie dostanie.
- Były prezes ma wykorzystać zaległy urlop w ramach okresu wypowiedzenia - mówi obecny szef PGM, Dariusz Matusiewicz.

Cały zaległy urlop za 2014 rok do wykorzystania ma też Leszek Sztajnert, prezes BTBS. Ale on ciągle jeszcze pozostaje pracownikiem miejskiej spółki, tyle że jest na zwolnieniu. Wypowiedzenia nie wręczono jeszcze także Edwardowi Olszewskiemu, odwołanemu już ze stanowiska prezesa Wod-Kanu. Póki jest na zwolnieniu, nie ma też mowy o naliczaniu ekwiwalentu urlopowego.

Księgarnia Dziennika Łódzkiego: www.ksiegarnia.dzienniklodzki.plKsięgarnia Dziennika Łódzkiego: www.ksiegarnia.dzienniklodzki.plKsięgarnia Dziennika Łódzkiego: www.ksiegarnia.dzienniklodzki.pl

Poznań: Minister zdrowia Adam Niedzielski na UM w Poznaniu

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie