ŁKS złożył do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego wniosek o wstrzymanie rozgrywek ekstraklasy. Ich zdaniem ekstraklasa znów będzie mogła grać, gdy WSA rozpatrzy merytorycznie skargę łódzkiego klubu na decyzję PZPN o ...

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
ŁKS złożył do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego wniosek o wstrzymanie rozgrywek ekstraklasy. Ich zdaniem ekstraklasa znów będzie mogła grać, gdy WSA rozpatrzy merytorycznie skargę łódzkiego klubu na decyzję PZPN o nieprzyznaniu licencji.

Mimo kolejnych niekorzystnych zwrotów w walce o ekstraklasę dla ŁKS, szefowie łódzkiego klubu wciąż wierzą jeszcze w sprawiedliwość. Na jaw wychodzi coraz więcej wątpliwości w procesie licencyjnym polskich klubów, którego ŁKS stał się ofiarą. Zbigniew Lewicki, jeszcze niedawno człowiek, który zapewniał, że uzdrawia polski futbol, zapadł się pod ziemię. Być może ze wstydu, gdy okazało się, że wnioski licencyjne przynajmniej kilku klubów były nielepsze, a w niektórych przypadkach nawet grosze, od ŁKS.

Nie wiadomo, kiedy WSA zajmie się wnioskiem łódzkiego klubu. Prawnicy ŁKS twierdzą, że są realne podstawy, by wierzyć w korzystne dla ŁKS rozpatrzenie sprawy.

ŁKS liczy, że sąd niedługo rozpatrzy skargę i uzna, że Komisja Licencyjna oraz Licencyjna Komisja Odwoławcza złamały procedury przy podejmowaniu decyzji o licencji dla ŁKS. Oczywiście, sąd nie może przyznać licencji, ale może cofnąć sprawę do ponownego rozpatrzenia. A to mogłoby storpedować rozgrywki ekstraklasy. Lepiej więc, jeśli ekstraklasa zaczeka na wyrok.

Łodzianie wciąż czekają też na pieniądze ze spółki Ekstraklasa za zajęcie siódmego miejsca w ekstraklasie. Dwa miliony złotych leżą na jej koncie i nie ma odważnego, który zdecydowałby się przelać je na rachunek ŁKS. Ciekawe, kto otrzyma odsetki bankowe, bo leżące tygodniami na koncie pieniądze zarabiają. W ŁKS nikt nie ukrywa, że kwota dwóch milionów złotych bardzo by pomogła klubowi. Tym bardziej, że łódzki zespół wymaga jeszcze wzmocnień, a okienko transferowe zamyka się z końcem sierpnia.

Najbliższe dni mogą wyjaśnić, kto rządzi w ŁKS. Nieoficjalnie wiadomo, że w środę doszło do spotkania Algimantasa Breikstasa, byłego (obecnego) udziałowca ŁKS z Danielem Goszczyńskim, pełnomocnikiem swojej żony Ilony, do której należy 49,5 procent akcji piłkarskiej spółki. Spotkanie owiane jest tajemnicą, ale wiadomo, że obaj panowie chcą znów przejąć władzę w klubie. W ostatnim czasie spółką rządzi Grzegorz Klejman, który wpłacił do ŁKS SSA ponad dwa miliony złotych pod zastaw akcji Goszczyńskiej oraz podpisał umowę kupna akcji od Breikstasa. Termin spłaty pożyczki mija za 11 dni. Nie minął jeszcze również termin zapłaty za akcje Breikstasa. Nic więc dziwnego, że każdy z udziałowców uważa się za legalnego właściciela klubu. O ŁKS żartuje się, że jest jedynym klubem, który ma... 149,5 procent akcji.

Wydaje się, że sytuacja dojrzała już do tego, by w akcję porządkowania ŁKS włączyły się władze miasta. Kibice łódzkiego klubu wierzą, że przyjdą czasy, gdy będą mogli interesować się sportem, a nie... sporem udziałowców.

Jeśli łódzcy urzędnicy wreszcie dostrzegą rolę sportu w promocji miasta, mogą sprawić, że fani nie będą musieli długo czekać na możnego inwestora. A dzięki dobrej marce Łódzkiego Klubu Sportowego nawet mogą na tym zarobić, bo jeśli dziś odkupią akcje od skłóconych udziałowców, to jutro mogą je sprzedać. Drożej.

Wiadomości Łódź, Wydarzenia Łódź

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!