Oczywiście wspólnie z elektrownią, która grube miliardy inwestuje w 13 blok, budowany właśnie po to, by spalać tony węgla z nowej odkrywki. O kopaniu węgla na Szczercowie mówi ło się od 30 lat, czyli od czasu, gdy ...

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Oczywiście wspólnie z elektrownią, która grube miliardy inwestuje w 13 blok, budowany właśnie po to, by spalać tony węgla z nowej odkrywki. O kopaniu węgla na Szczercowie mówi ło się od 30 lat, czyli od czasu, gdy zakład ruszał z wydobyciem w bełchatowskiej odkrywce. Górnicy z Bełchatowa nigdy nie mieli wątpliwości, że węgiel ze szczercowskiego pola trzeba sięgnąć, bo choć gorszy od tego w polu Bełchatów, to potrzebował go cały kraj, nie mówiąc o samych górnikach, którzy utrzymają miejsca pracy.

Tyle, że rządy nie tylko PRL, ale i już wolnej Polski ciągle się wahały, to decydując się na przygotowania do wydobycia, to znów się wycofując. Najczęściej chodziło o brak pieniędzy, bo tak dużą inwestycję trzeba by kredytować. Jeszcze w latach 90. mówiło się o powołaniu nowej spółki, jej szefem miał być Kazimierz Kozioł, dzisiejszy wiceprezes kopalni, a szczercowski węgiel na energię miała przerabiać nowa elektrownia Osiny. Nic z tego nie wyszło, ale to właśnie dyrektor Kozioł przeforsował koncepcję, by "Szczercowem" zajęła się kopalnia Bełchatów, m.in. dlatego, że wówczas nie trzeba było zawracać sobie głowy drogimi kredytami, a inwestować z pieniędzy kopalni. Roboty ruszyły w 2000 roku. Najpierw odwodnienie terenu, dwa lata później rozpoczęcie mozolnego zdejmowania nadkładu, czyli ziemi przykrywającej węgiel. Pierwsze bryły węgla prezes kopalni Jacek Kaczorowski uniósł w dłonie przed kilkoma dniami, po 9 latach pracy górników. Kopalni zależało, żeby wszystko pokazać mediom, Kazimierz Kozioł półserio stwierdził nawet, że to dlatego, by wszyscy się przekonali, że ten węgiel tam jest.

- Górnicy żartowali, że kopią i kopią a węgla nie widać - uśmiecha się wiceprezes.

Żart na miejscu, jeśli przypomnieć, że 20 lat temu w kopalni kręcono film, w którym główną rolę grał Zbigniew Zapasiewicz. Wcielił się w rolę dyrektora powstającej odkrywki, a kanwę scenariusza stanowiły jego dylematy, bo był jedyną osobą, która wiedziała, że odkrywka powstanie, choć węgla tam nie było.

Kopalnia zapewnia piątą część energii w kraju, ale nawet to nierówna się z tym, że szczercowski węgiel zapewni byt 11 tysiącom ludzi pracujących w kopalni i elektrowni może nawet do 2040 roku. Wejście gigantycznej inwestycji w fazę wydobycia nie oznacza jednak zwiększenia zapotrzebowania na pracowników. Jak mówi wiceprezes Kozioł strategia jest taka, by kadrę odmłodzić, ale kopalnia wciąż musi się restrukturyzować, zatem nowi przyjdą tylko za tych, którzy przejdą na emeryturę.

Węgiel z odkrywki Szczerców musi przejść jeszcze testy, bo inżynierowie ze względu na jego słabszą jakość szukają optymalnej mieszanki z tym wykopywanym w odkrywce Bełchatów. Jednak nowa inwestycja i tak jest wyjątkowa, choćby dlatego, że rekordowa w polskim górnictwie odkrywkowym. Według Kazimierza Kozioła przez 9 lat wpompowano w "Szczerców" 1,7 mld zł. Dotąd kopalnia korzystała tylko z własnych funduszy. Na trzy następne lata zadań jest jednak tak dużo, że będzie potrzebne kolejne 1,4 mld zł, tym razem z wewnętrznych obligacji Polskiej Grupy Energetycznej. - Co prawda firma zarabia na bieżąco, ale nie tyle, by w krótkim czasie zainwestować tyle, ile będzie potrzeba - mówi prezes Kaczorowski.

Odkrywka "Szczerców" imponująco się rozrasta, ale przy okazji z mapy zniknęło kilkadziesiąt wiosek. Nie ma już Parchlin, Grabka czy Zabrzezia, setki gospodarstw wykupiono albo wywłaszczono, a zanim do tego doszło wielu ludzi z tamtych terenów żyło trochę "na walizkach".

- Nowych domów budować nie mogli, już w latach 80. nie wydawano pozwoleń, bo przecież tutaj miała być odkrywka. - opowiada pan Jarosław, mieszkaniec Chabielic. - Starych nie remontowali, bo czekali, aż ich gospodarstwa kupi kopalnia. A ta raz kupowała, raz nie, bo decyzje się zmieniały. Takich historii były tu setki, dużo łez i osobistych tragedii. Ale dobrze, że tu teraz węgiel kopią. Ludzie narzekali, że niby mało im za ziemię płacili, ale ta ziemia była marna. Wyżyć by się dało, tylko co to za życie...

Dziś Kazimierz Kozioł wspomina, że wywłaszczano niewiele, bo zazwyczaj kiedy decydowano się na tę drogę, strony dogadywały się przed finałem procedury. Były też takie przypadki, że właściciele nie godzili się na żadne pieniądze opuścić swojej ziemi, ale według wiceprezesa, te można policzyć na palcach jednej ręki. On sam zresztą jednej z takich spraw o mało nie przypłacił życiem. Wysiedlony mężczyzna zaatakował go młotkiem przed domem, wcześniej ten sam człowiek pistoletem groził innemu pracownikowi kopalni. Skazano go za usiłowanie zabójstwa, przed sądem oskarżony nie wyraził żadnej skruchy, dodał, że do dramatycznej akcji popchnęła go "rozpacz matki i poniżająca konieczność wywłaszczenia".

Negocjacje z właścicielami gospodarstw swego czasu były największym problemem kopalni. Nawet prezes Kaczorowski, jeszcze jako szef inwestycji w kopalni w 2002 r. mawiał, że "problemy roszczeniowe" spędzają mu sen z powiek. Jak dodawał, wśród utrudniających przejmowanie nieruchomości za, jak zapewniał, naprawdę godziwe pieniądze, są pracownicy kopalni.

Przed kilkoma dniami kopalnia wydobyła pierwszy węgiel ze Szczercowa , ale od pewnego czasu już zerka w stronę złoża Złoczew, położonego ok. 50 km od Bełchatowa. Zalega tam 480 mln ton węgla, które mogłyby przedłużyć żywot bełchatowskiej elektrowni o kolejne lata. Do tej pory mówiło się o nim jako o złożu satelitarnym Bełchatowa, ale ostatnio do gry włączyła się kopalnia Adamów, która też chciałaby wydobywać tam węgiel. W Bełchatowie determinacja na eksploatację "Złoczewa" jest spora, do końca roku minister środowiska powinien wydać decyzję, kto otrzyma koncesję na badania geologiczne.

Obie bełchatowskie odkrywki po wydobyciu ostatnich bryłek węgla mają się zamienić w gigantyczne jeziora, a obok stanie drugi stok narciarski na podobieństwo już istniejącej Góry Kamieńsk, po której zimą szusuje tysiące narciarzy. Funkcja niby rekreacyjna, ale coraz głośniej mówi się o tym, że woda z tych jezior byłaby idealna do chłodzenia reaktora elektrowni atomowej. W sprawie na razie niewielu chce się wypowiadać. Atomówkę wpisano do strategii rozwoju miasta Bełchatowa, z lobbingiem na rzecz Bełchatowa nie kryje się także wpływowy eurodeputowany Platformy Obywatelskiej, Jacek Saryusz-Wolski.

- Druga z elektrowni jądrowych w kraju powinna stanąć w Bełchatowie - przekonuje Saryusz-Wolski. - Tu są odpowiedni ludzie i infrastruktura, sieci przesyłowe idą w cztery strony kraju.

Wiadomości Łódź, Wydarzenia Łódź

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!