Wybierz region

Wybierz miasto

    Wyborcy zaczynają rozliczać

    Autor: Anna Kulik

    2006-11-13, Aktualizacja: 2006-11-13 04:52 źródło: Polska Dziennik Łódzki

    Anna Kulik: Średnia frekwencja w kraju wyniosła około 40 procent. Pana zdaniem, to dużo czy mało?Dr Jacek Reginia-Zacharski, politolog z UŁ: Niewiele, ale niczego innego się nie należało spodziewać.

    Anna Kulik: Średnia frekwencja w kraju wyniosła około 40 procent. Pana zdaniem, to dużo czy mało?

    Dr Jacek Reginia-Zacharski, politolog z UŁ: Niewiele, ale niczego innego się nie należało spodziewać.

    Dlaczego?

    - Ludzie są po prostu zmęczeni nieustannymi awanturami i sensacjami w świecie polityki.

    Czy wpływ na tak słabą frekwencję mogła mieć agresywna momentami kampania wyborcza?

    - Agresywna? Ja oceniłbym ją raczej jako nudną i mało profesjonalną, wręcz nędzną.

    A może na tak słabą frekwencję miało wpływ to, że wyborcy nie znają dobrze kandydatów do rad gmin i sejmiku województwa?

    - Wypromowanie kandydata do sejmiku jest piekielnie trudnym zadaniem. Większość osób ubiegających się o mandat w sejmiku była wyborcom albo wcale nieznana, albo - w najlepszym wypadku - słabo znana. Kampania prezydencka miała już inną specyfikę. Tu wybieraliśmy między kilkoma, góra kilkunastoma osobami. Ich nazwiska, życiorys i dokonania lub wpadki były dobrze znane wyborcom. Generalnie większość kandydatów była nieźle wypromowana.

    Może być tak, że jutro, gdy PKW będzie już miała oficjalne wyniki, okaże się, że frekwencja wyniosła nie 35, lecz 70 procent?

    - Moim zdaniem, to niemożliwe. Większość ludzi, którzy zdecydowali się iść do urn, oddaje głosy do godziny 16. Raczej nikt nie pędzi na wybory pięć minut przed dwudziestą, żeby spełnić swój obywatelski obowiązek.

    Dlaczego, pana zdaniem, Łódź miała jedną z najniższych frekwencji w regionie łódzkim?

    - Różnice między poszczególnymi miastami sięgają najwyżej kilku procent, więc nie rozdzierałbym nad tym szat. Niska frekwencja w dużych miastach może wynikać stąd, że ich mieszkańcy są bardziej "atakowani" przez politykę niż mieszkańcy małych miejscowości. Kampania przed tymi wyborami była w cieniu polityki. Z wielu plakatów na wyborców patrzyli szefowie partii. Mogło powstać wrażenie, że głosujemy przede wszystkim na ugrupowania polityczne, a nie na ludzi, którzy mają reprezentować nasze interesy.

    W komentarzach internautów pojawiały się uwagi, że ktoś poszedł głosować nie "za", tylko "przeciw" danej partii lub kandydatowi. Czy takie podejście może mieć wpływ na wynik wyborów?

    - Zjawisko elektoratu negatywnego występuje we wszystkich wyborach i ma oczywiście wpływ na ich wynik. Przy wyborach samorządowych ciekawe jest to, że część wyborców głosuje przeciwko danej partii, tak, jakby to były wybory parlamentarne.

    Czy na to, komu udzieliliśmy poparcia, miał wpływ program kandydata, partia, do której należy, czy też sposób, w jaki zaprezentował się w kampanii?

    - Kwestia programów prezentowanych przez kandydatów była ważna, ale nie kluczowa. Wyborcy zwracali natomiast uwagę na pochodzenie partyjne kandydatów. Miało to znaczenie zwłaszcza dla elektoratu negatywnego. Natomiast w przypadku wyborów prezydenckich ważne było rozpoznawanie twarzy kandydata i znajomość jego dokonań.

    Dlaczego tak niechętnie korzystamy z przywilejów demokracji i nie lubimy głosować?

    - Samorządność w Polsce jest zjawiskiem dość młodym. Ludzie nie wierzą w wartość wyborów samorządowych i w to, że mogą mieć jakiś wpływ na to, co dzieje się w ich miastach i gminach. Panuje powszechne przekonanie, że karty rozdawane są w Warszawie. Zresztą niejednokrotnie lokalne władze same utrwalają to wrażenie, tłumacząc się, że nie mogą czegoś tam zrobić, bo dostają za mało pieniędzy z centrali w Warszawie. To nie jest do końca tak, ale rozmawiamy nie o faktach, lecz o odczuciach, jakie żywią wyborcy. To na szczęście zaczyna się zmieniać. Wyborcy zaczynają rozliczać tych, których wybrali na radnych, wójtów, burmistrzów i prezydentów.

    Czy kiedyś się to zmieni?

    - Wszystko będzie zależało od poziomu polskiej polityki. Wyłącznie.

    Sonda

    Czy uczniom należy zabronić korzystania z telefonów komórkowych w szkole?

    • tak (64%)
    • nie (36%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.