Wybierz region

Wybierz miasto

    Torba listonosza pełna goryczy

    Autor: Sławomir Orlicki

    2006-12-02, Aktualizacja: 2006-12-02 07:53 źródło: Polska Dziennik Łódzki

    Pierwsi listonosze zjawiają się w urzędzie przy ul. Zgierskiej w Łodzi przed siódmą, chociaż formalnie pracę zaczynają godzinę później. Ten, na którego wypadła kolejka sortowania listów poleconych, przychodzi o szóstej.

    Pierwsi listonosze zjawiają się w urzędzie przy ul. Zgierskiej w Łodzi przed siódmą, chociaż formalnie pracę zaczynają godzinę później. Ten, na którego wypadła kolejka sortowania listów poleconych, przychodzi o szóstej. Chętnie opowiadają o pracy, jednak tylko anonimowo. Nie godzą się nawet na ujawnienie prawdziwych imion.

    - Dostajemy marne grosze, ale pracy nie chcemy stracić - mówi Janusz, a Wioletta dodaje, że warszawska dyrekcja już straszyła konsekwencjami tych, którzy ośmielą się upomnieć o swoje prawa.

    - Ten protest narastał od dawna, od kilku ładnych lat prosiliśmy o rozpatrzenie naszych próśb - żali się Janusz. - Nikt nas jednak nie chciał nawet wysłuchać. W końcu musiało to wybuchnąć, i nawet nie wiadomo, czym się ten protest skończy.

    Kiedy sprawę wzięły w swe ręce związki zawodowe, powstała lista ośmiu postulatów.

    - Wszystkie są równie ważne, a płacowe wcale nie najważniejsze, jak się powszechnie sądzi - mówi Wojciech Traczyk z NSZZ "Solidarność" Poczty Polskiej. - Żądamy zaprzestania zatrudniania pracowników służb eksploatacyjnych ponad normy czasu pracy, co jest nagminne. Walczymy o pakiet osłon socjalnych, który musi zostać podpisany przed komercjalizacją poczty.

    Skrzywione kręgosłupy i brak podwyżek
    Kolejne postulaty dotyczą natychmiastowego rozwiązania problemu doręczania ulotek i wprowadzenia mierników obciążenia pracą.

    - Listonosza zwykle kojarzy się z torbą - mówi Edward. - Tymczasem trzeba go kojarzyć z ośmioma torbami. Tyle by ich trzeba, żeby pomieścić wszystko, co codziennie mam do rozniesienia.

    - Dobijają nas druki bezadresowe, ulotki, reklamy, foldery - dodaje Wioletta. - Roznosimy ich po kilka tysięcy dziennie. Przed wyborami nawet kilkanaście tysięcy...

    Listonosze rzadko kończą pracę po ośmiu godzinach. Wszystko przez przesyłki polecone, których doręczenie wymaga dużo czasu.

    Jeszcze kilka lat temu przesyłek poleconych bywało 20 - 25 dziennie - opowiada Janusz. - Dziś, jak mam mniej niż sto, to jestem szczęśliwy.

    O żylakach, skrzywionych kręgosłupach, naroślach na piętach zwanych ostrogami, skrzypiących stawach, wspominają niechętnie.

    - Pójść na chorobowe to obarczyć kolegę dodatkową pracą - mówi Wioletta. - To nieprzyjemna świadomość, więc unikamy zwolnień lekarskich jak ognia.

    Za miesiąc pracy listonosze w regionie dostają od 1000 do 1600 zł.

    - Podwyżki nie było od kilku lat. Osoby dopiero co przyjęte zarabiają jeszcze mniej - mówi Wojciech Traczyk.

    Protestujący pracownicy poczty żądają 1300 zł płacy minimalnej i 150 zł podwyżki. Dyrekcja proponuje - jeśli analitycy potwierdzą, że ją na to stać - 154 mln zł, z czego 120 mln na podwyżki, resztę w bonach towarowych.

    - Wypadłoby po 87 zł na listonosza - mówi Wojciech Traczyk. - Takiej propozycji nie możemy przyjąć.

    Poczta dyrektorów
    Obecny protest pocztowców rozpoczął się nie tydzień temu, lecz 29 kwietnia 2005 r. Łódzcy listonosze poszli tego dnia na urlopy, a urzędy zostały zamknięte.

    - To był protest przeciwko restrukturyzacji poczty, która przyniosła ogromne straty instytucji, co potwierdził pokontrolny raport Najwyższej Izby Kontroli - mówi Wojciech Traczyk. - Zmiany były pretekstem do stworzenia stanowisk dyrektorskich, wicedyrektorskich i kierowniczych dla ludzi z rządzącego wówczas, ale skazanego już na porażkę wyborczą SLD.

    Globalnie liczba etatów prawie nie uległa zmianie. Przybyło etatów kierowniczych, a zredukowano liczbę pracowników ekspedycji i listonoszy. Według NIK, tylko w ostatnim roku kosztowało to pocztę 20 mln zł.

    - Dla nowych dyrektorów i kierowników pieniędzy na wysokie pensje nie zabrakło, więc nie mogło ich starczyć na nasze, nawet skromne podwyżki - żali się listonosz Janusz.

    Z drugiej strony dyrekcja PP wylicza listę dodatków, które otrzymują listonosze, a nawet napiwki od emerytów i rencistów.

    - Dyrekcja zawsze to wykorzystywała, twierdząc, że nie honor prosić o podwyżki, skoro zarabia się na napiwkach drugą pensję - opowiada listonosz Janusz. - Owszem, bierzemy tę złotówkę, dwa czy trzy, bo 10 zł zdarza się raz na kilka lat. W sumie wychodzi tego miesięcznie nie więcej niż 200 - 250 zł.

    Jan Glon, naczelnik Urzędu Skarbowego w Brzezinach, nie ma wątpliwości.

    - Tego typu dochód nie znajduje się na liście dochodów zwolnionych od opodatkowania - mówi Glon. - Powinien więc być wykazany w rocznym oświadczeniu podatkowym i opodatkowany jak każdy inny dochód.

    Gorsze niż strajk piekarzy
    Strajk listonoszy najbardziej uderzył w emerytów i rencistów, którzy nie otrzymali na czas listopadowych świadczeń. Nie wszyscy mieli siłę i zdrowie, by stanąć po pieniądze w kolejce do kasy, jeśli akurat urząd pocztowy był otwarty.

    - To gorsze niż strajk piekarzy - żali się 70-letnia Janina Walczak, mieszkanka Łodzi. - Jak zastrajkują piekarze, nie ma chleba, ale można kupić ziemniaki. Jak listonosz nie przyniesie emerytury, nie kupisz nic. Tylko głową o mur walić.

    Już drugiego dnia protestu przed kasami na pocztach ustawiły się kolejki. W Urzędzie Pocztowym nr 11 przy ul. Zgierskiej 2 w Łodzi trzeba było otworzyć dodatkowe okienko.

    - W kolejkach atmosfera była gorąca - mówi Krystyna Chęć, wypłacająca tam emerytury i renty. - Niektórzy ze spokojem przyjmowali konieczność długiego stania, ale nie brakło klientów agresywnych. Nasłuchałam się wielu gróźb zaskarżenia poczty do sądu.

    Zapowiedziała to m.in. Anna Lipińska, prowadząca firmę reklamową w Łodzi.

    - W przesyłce, która utknęła na poczcie, są materiały do realizacji zamówienia wartego 4 tysiące złotych - żali się pani Anna. - Jeśli je stracę, zażądam od poczty wyrównania strat.

    Łódzki oddział Polskiego Związku Emerytów i Rencistów korzysta w takich sytuacjach z pomocy prawnika.

    - Każdy otrzyma nieodpłatną pomoc prawną - mówi Elżbieta Brzozowska, prezes łódzkiego oddziału PZEiR.

    Kłopoty mają jednak nie tylko emeryci. Z powodu strajku listonoszy na czas nie docierają rachunki telefoniczne z Telekomunikacji Polskiej i od operatorów telefonii komórkowej. Każdy dzień opóźnienia oznacza karne odsetki. Jak będzie tym razem?

    - Strajk nie jest powodem do rezygnowania z zapłaty rachunku - mówi Kalina Ostoja-Chyżyńska, rzecznik Ery. - Nasi abonenci mają inne możliwości sprawdzenia swych zobowiązań. Mogą to zrobić przez Internet albo biuro obsługi klienta dostępne z każdego telefonu Ery. Jeśli jednak dojdzie do opóźnień płatności z powodu strajku listonoszy, każdą taką sytuację będziemy rozpatrywać indywidualnie.

    Telekomunikacja Polska przesunęła o 10 dni termin rozpoczęcia naliczania karnych odsetek, ale zapowiedziała też, że wystąpi do PP o zwrot utraconych dochodów, czyli setek tysięcy złotych. - Analizujemy sytuację w regionach, gdzie protestowali listonosze - zapewnia Zbigniew Drohobycki, rzecznik katowickiego okręgu TP, pod który podlega region łódzki.

    Jacek Strzałkowski, rzecznik Urzędu Komunikacji Elektronicznej, uważa, że skargi i reklamacje zaczną wpływać za kilkanaście dni, jak do klientów dotrą faktury z karnymi odsetkami. Strzałkowski wątpi w skuteczność reklamacji. - Większość spraw i tak skończy się w sądzie - mówi.

    Nie będzie to jednak takie proste.

    - Każdy, kto poniósł stratę, może dochodzić jej zwrotu przed sądem - mówi sędzia Jarosław Papis, rzecznik Sądu Okręgowego w Łodzi. - Musi jednak na drodze cywilnej udowodnić, że strata zaistniała z winy poczty. Trzeba na to czasu i pieniędzy, więc lepiej zwrócić się ze skargą do Poczty Polskiej, która publicznie deklarowała, że pokryje straty wynikłe z powodu protestów.

    Droga sądowa okaże się skuteczna, gdy przeciw poczcie rzeczywiście wystąpią tacy potentaci jak TP czy KRUS, która też nosi się z tym zamiarem.

    Krajobraz przed strajkiem
    Od trzech dni listonosze w całym regionie pracują ze zdwojoną energią. Roznoszą bieżące przesyłki i likwidują zaległości spowodowane protestem.

    - Pracujemy ponad siły nie tylko z obawy przed utratą pracy, ale również dlatego, by ludzie, szczególnie emeryci, nie odczuli dotkliwie naszego protestu. Tym bardziej, że większość nas popiera.

    Łódzcy listonosze podpisali z dyrekcją Centrum Sieci Pocztowej porozumienie, że zaległości zostaną zlikwidowane najpóźniej do wtorku. Nie wiadomo jednak, co będzie dalej, gdyż rozmowy związkowców z generalną dyrekcją poczty zakończyły się fiaskiem.

    - Nie wykluczamy strajku generalnego - mówi Wojciech Traczyk. - Będziemy do końca walczyć o swoje, tym bardziej, że poszliśmy na duże ustępstwa.

    Anonimowy przedstawiciel władz poczty nawet nie chce sobie wyobrażić, co się wtedy stanie. - Strajk generalny listonoszy i pracowników poczty może oznaczać paraliż państwa - mówi. - Wystarczy pomyśleć o milionach emerytów i rencistów, którzy nie otrzymają na czas swoich pieniędzy.

    * * * * *


    Rośnie konkurencja
    Protesty listonoszy przyspieszyły demonopolizację na rynku usług pocztowych. Od kilkunastu dni przebojem wchodzi nań dwóch nowych, prywatnych operatorów pocztowych: InPost i Pro Direct.

    - Codziennie mamy od kilkunastu do kilkudziesięciu e-maili, telefonów i wizyt listonoszy zatrudnionych obecnie przez Pocztę Polską - mówi Rafał Brzoska, prezes InPost. - Pytają o warunki zatrudnienia w naszej firmie. Sądzę, że jest kwestią dni, kiedy zaczną przechodzić do InPost.

    Anna Dziedzic z Pro Direct wyliczyła, że na blisko 400 przyjętych w ostatnich dniach do pracy listonoszy, ponad 10 proc. to ludzie, którzy jeszcze kilka dni temu pracowali w Poczcie Polskiej.

    Sonda

    Czy uczniom należy zabronić korzystania z telefonów komórkowych w szkole?

    • tak (64%)
    • nie (36%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.