Wybierz region

Wybierz miasto

    Nie ma szans, by Radosław Matusiak został w Bełchatowie

    Autor: Paweł Hochstim

    2006-11-17, Aktualizacja: 2006-11-17 04:23 źródło: Polska Dziennik Łódzki

    Paweł Hochstim: Przy golu doskonale ograł pan Daniela van Buytena. Czy można powiedzieć zatem, że Bełchatów wygrał z Bayernem 1:0?Radosław Matusiak: - Jak wychodzę grać, to nie mogę się bać van Buytena, tym bardziej, że ...

    Paweł Hochstim: Przy golu doskonale ograł pan Daniela van Buytena. Czy można powiedzieć zatem, że Bełchatów wygrał z Bayernem 1:0?

    Radosław Matusiak: - Jak wychodzę grać, to nie mogę się bać van Buytena, tym bardziej, że jest duży i mało zwrotny i można z nim wygrać jeden na jeden. To wyraźnie nie jest jego silna strona i chciałem to wykorzystać.

    Czy jesteśmy już blisko awansu do mistrzostw Europy?

    - To jest na razie jeden mecz, a tych gier będzie jeszcze dużo. Zrobiliśmy na pewno jeszcze jeden krok, aby awansować. Jeżeli się uda, to wtedy będziemy bohaterami. Na razie jeszcze jest za wcześnie, by o tym mówić.

    Bardzo długo musieliśmy czekać na pana po meczu. Bohaterowie zawsze wychodzą ostatni?

    - Nie, nie. Zostałem wylosowany do kontroli dopingowej.

    Przed meczem w mediach i wśród kibiców można było usłyszeć, że jeśli zdobędziemy gola w Brukseli to strzeli go pan albo Ebi Smolarek. Czy ta presja nie ciąży na pana grze?

    - Nie czuję presji. Nie mamy za bardzo kontaktu z kibicami, na zgrupowaniu nie było gazet, nie zaglądam też na fora internetowe. Robię swoje i nie przejmuję się, co o mnie mówią.

    Wyglądało, że górujecie nad Belgami pod względem szybkościowym. Wy też to czuliście?

    - Tak. Oni w większości są wysocy i ciężcy, więc na tym boisku nie mogło im się dobrze biegać. Jedynym sposobem na nich była gra jeden na jeden i to nam się udało. Ja też jestem dosyć wysoki, ale poradziłem sobie na tym boisku lepiej od nich.

    Trener Beenhakker przed meczem mówił, że trzeba wykorzystać błędy Belgów. Pan to właśnie zrobił.

    - Tak, rzeczywiście nam o tym mówił. Wspominał, że na tym boisku mogą mieć problemy z utrzymaniem się na nogach. Wszystko się sprawdziło, a my to wykorzystaliśmy.

    Teraz pewnie będzie pan zasypany propozycjami z innych klubów?

    - Nawet dzisiaj dzwonił do mnie tata i mówił, że faksy z ofertami wpływają. Będę musiał je obejrzeć i na pewno jakaś decyzja zapadnie. Czeka mnie też rozmowa z prezesem BOT GKS Jerzym Ożogiem.

    Jak tata dzwonił, to pewnie wymieniał nazwy klubów?

    - Tak, tak, ale ja nie mogę ich podać. Powiem tylko, że dostałem bardzo konkretną ofertę z wielkiego klubu zachodnioeuropejskiego.

    Polscy kibice mieli przewagę na trybunach nie mniejszą niż wy na boisku. Krzyczeli: gramy u siebie. Czuł pan, że rzeczywiście jest tak, jakbyście grali w kraju?

    - To było niesamowite. Jadąc na stadion zastanawialiśmy się, czy Belgowie mają w ogóle jakieś wejściówki, bo widać tylko Polaków.

    Były już telefony, czy SMS-y z gratulacjami?

    - A jeszcze nie sprawdzałem. Zaraz zobaczęÉ No jest trzydzieści SMS-ów. Będę miał co czytać.

    A czy trener Beenhakker i koledzy po meczu gratulowali panu?

    - Każdy każdemu gratulował. Trener też, tak samo mnie, jak i pozostałym zawodnikom.

    Jest pan znany z zamiłowania do dobrego wina. Jakie wino wypije pan po tym zwycięskim meczu i wspaniałym golu. Może belgijskie?

    - Nie, oni nie mają dobrego wina.

    Sonda

    Czy uczniom należy zabronić korzystania z telefonów komórkowych w szkole?

    • tak (64%)
    • nie (36%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.