Wybierz region

Wybierz miasto

    BOT Skra na czele

    Autor: dziennik@dziennik.lodz.pl

    2007-01-29, Aktualizacja: 2007-01-29 04:06 źródło: Polska Dziennik Łódzki

    Kibice w Rzeszowie, do soboty, wysoko nosili głowy. Ich ukochana Resovia liderowała w najważniejszej z siatkarskich lig. I to po raz pierwszy od 20 lat. Na mecz z mistrzem Polski bilety sprzedano ekspresowo.

    Kibice w Rzeszowie, do soboty, wysoko nosili głowy. Ich ukochana Resovia liderowała w najważniejszej z siatkarskich lig. I to po raz pierwszy od 20 lat. Na mecz z mistrzem Polski bilety sprzedano ekspresowo. W dniu spotkania można było kupić karty wstępu u konika, lecz 10 razy drożej. Chętni byli, bo któż nie chciałby zobaczyć na własne oczy jak "chłopcy" Jana Sucha wygrywają z mistrzami Polski? Trener Resovii mówił wprost, że jego zespół liczy na zmęczenie BOT Skry i będzie walczył o zwycięstwo.

    Bełchatowianie nie w ciemię bici. Mimo że w Lidze Mistrzów idzie im nietęgo, to z Resovią nie mogli przegrać. Byłby wstyd na całą Polskę. Już pierwsza odsłona pokazała, kto tu rządzi. Gospodarze tylko raz zbliżyli się do BOT Skry. Po asie serwisowym najlepszego ich gracza Piotra Łuki doprowadzili do remisu 12:12. Zaraz jednak Mariusz Wlazły ustrzelił zagrywką Łukę i 14:12 dla gości. Końcówka to już dominacja gości. Najpierw "Szampon" śmignął ze skrzydła nie do obrony, a potem zaserwował asa (23:18 dla BOT Skry). Partię zakończył Fin Janne Heikkinem pewnym atakiem z krótkiej.

    Resovia podniosła głowę w secie drugim. Poprawiła grę w obronie, lepiej zaczęli grać środkowi. Miejscowi podjęli walkę z mistrzem Polski. Po raz pierwszy w meczu Resovia wyszła na prowadzenie 4:3, potem 11:10. Na finiszu partii przebudził się Piotr Gruszka. To po jego skutecznym obiciu bloku bełchatowianie uciekli na 20:18, potem na 22:20. Jeszcze Geir Eithun podciągnął na 22:23, lecz był to jedynie łabędzi śpiew rzeszowian. Słabo ostatnio grający Jewgienij Iwanow zaatakował w końcu skutecznie - z środka. Setbol do dzieło miejscowych, którzy dotknęli siatki.

    Koszmarny początek trzeciej odsłony dla BOT Skry. Mariusz Wlazły dwa razy z rzędu posłał piłkę w aut. Na podatek Piotr Łuka popisał się asem. Krzysztof Stelmach poszedł w ślady "Szampona" i 7:2 dla Resovii. Czyżby gospodarze przestraszyli się możliwości wygranej w tej partii? Chyba tak, bo zaczęli popełniać proste błędy. Grzegorz Pilarz przełożył rękę nad siatką na stronę BOT Skry, Mariusz Wlazły zaserwował asa, a Tomasz Józefacki posłał piłkę w aut. Efekt - 11:9 dla mistrzów Polski.

    Potem przyszedł czas na dyskusje zawodników z arbitrami. Sędziowie pogubili się. Nerwy na wodzy utrzymali goście i w końcówce seta ich dominacja nie podlegała już dyskusji. W końcu bełchatowski weteran Krzysztof Stelmach zablokował Sławomira Szczygła i to był meczbol!

    Jak ocenić rzeszowski występ mistrzów Polski? Plusem jest, że bełchatowianie potrafili wykorzystać błędy rzeszowian. Na normalnym poziomie, do którego przyzwyczaił fanów, grał Mariusz Wlazły. Ustrzelił zresztą trzy asy. Odżył też Piotr Gruszka. Przyjmujący mistrza Polski nieźle poczynał sobie w ataku - kończył większość kontr. Ciepłe słowa należą się też Janne Heikkinenowi, który potwierdził, że jest bełchatowskim królem bloku. Dobrze grał również Krzysztof Stelmach. Większych zastrzeżeń nie można mieć do rozgrywającego Macieja Dobrowolskiego. Martwi za to forma Jewgienija Iwanowa. Bułgar zagubił się ostatnio zupełnie. Sobą nie jest też Krzysztof Ignaczak. To nie ten "Igła", choćby z zeszłego sezonu.

    Z postawy zespołu zadowolony był Daniel Castellani, trener gości: - Dziękuję swoim zawodnikom, którzy po przegraniu trzech kolejnych meczów w Lidze Mistrzów, pokazali się w Rzeszowie z dobrej strony i zaprezentowali wysoką jakość gry.

    Mariusz Wlazły stwierdził natomiast: - Każdy inny wynik niż nasza wygrana byłby zaskoczeniem. Wyłączyliśmy najważniejsze atuty Resovii i to był klucz do naszej wygranej.

    Powiedzieli po meczu
    Daniel Castellani (trener BOT Skry): - Gratuluję Resovii świetnej atmosfery i doskonałej organizacji meczu. Tu pachnie siatkówką. To, co tutaj zobaczyłem było dla mnie niespodzianką. Jestem po raz kolejny zdumiony tym, że mecze siatkówki w Polsce są wielkim świętem, na które przychodzą całe rodziny. Tak było w Rzeszowie. Nikt nikogo nie obrażał, nie obrzucał butelkami, nie opluwał.
    Jan Such (Resovia): - Skra zagrała lepiej niż w meczu Ligi Mistrzów z Knack Roeselare, my natomiast nie zrealizowaliśmy założeń. Brakowało nam dobrej zagrywki. Przez dwa sety ani razu nie zagraliśmy na Piotra Gruszkę, to świadczy o naszym spięciu. Tylko dwóch zawodników w naszej drużynie zagrało na wysokim poziomie. Przede wszystkim Piotr Łuka, który na 16 ataków skończył 15, co się rzadko spotyka, a mimo wszystko zbyt mało był wykorzystywany. W miarę poprawnie grał Geir Eithun. Zawiódł Tomasz Józefacki, który przez dwa sety nie skończył ani jednego ataku i do końca nie zaprezentował swojej gry, dlatego więcej grał Tomek Kamuda. Przegraliśmy też środek, bo obaj nasi środkowi zagrali bardzo słabo. Poza małymi wyjątkami, moi zawodnicy przeszli obok meczu, choć w trzecim secie prowadziliśmy 7:2, ale potem posypała się seria błędów. Mieliśmy problem z przyjęciem zagrywki Janne Heikkinena. Nie będę mówił o sędziach głównych, ale nasi liniowi mylili się.

    Resovia - BOT Skra Bełchatów 0:3 (20:25, 22:25, 20:25)

    Resovia: Eithun (9 punktów), Pilarz (2), Kaczmarek (5), Józefacki (3), Perłowski (5), Łuka (17) - Kubica (libero), Kozłowski, Kamuda (7), Kvasniczka, Gradowski, Szczygieł. Trener: Jan Such.

    BOT Skra: Dobrowolski (2), Wlazły (15), Stelmach (8), Gruszka (14), Heikkinen (7), Iwanow (8) - Ignaczak (l), Maciejewicz, Neroj. Trener: Daniel Castellani.

    Sędziowie: Paweł Burkiewicz (Kraków) - Tomasz Janik (Warszawa).

    Widzów: 5.000.


    Dariusz Piekarczyk

    Sonda

    Czy uczniom należy zabronić korzystania z telefonów komórkowych w szkole?

    • tak (64%)
    • nie (36%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.